Wojtkowi Makowskiemu odpowiedź

Z przykrością muszę stwierdzić, że czasem dążenie do ideału, przysłania odpowiedzialność. Przytrafiło się to dziś mojemu bliskiemu znajomemu, Wojtkowi Makowskiemu. Czuję się zobowiązana do odniesienia się do zarzutów, postawionych budżetowi obywatelskiemu, który miałam zaszczyt inicjować i który wraz z radnymi z komisji nadzoruję. Oczywiście,  nie podważam prawa do dyskusji i do krytyki przyjętych zasad i zachęcam Wojtka do zgłoszenia ich również w ramach ewaluacji obecnej edycji. Każde merytoryczne uwagi mogą prowadzić do doskonalenia zasad łódzkiego BO. Myślę też, że warto, byś zgłosił akces do prac w zespole, który zapewne kolejny raz odniesie się do wyników konsultacji społecznych.

Muszę jednak odnieść się do zarzutów, wynikających chyba z tego, że nie uczestniczył on w tworzeniu zasad BO ani w konsultacjach.

1. „Wiele zgłoszonych projektów dostało bowiem negatywną opinię wydziałów urzędu miasta. Chociażby propozycja założenia punktu edukacji seksualnej dla młodzieży, co wydział zdrowia uznał za „kontrowersyjne” i „mało dyplomatyczne”.”

Jak widać, przyjęta już za pierwszym razem procedura przewidywała etap obiektywnej, formalno-prawnej opinii o zadaniach, a Komisja upominała wydziały, które pozwalały sobie na ocenianie, czy zadanie jest potrzebne, dyskusyjne. Blamażu nie było, bo przewidzieliśmy  ten problem i z odpowiedzialnymi radnymi być nie mogło. A, jak się wydaje, radni powinni być odpowiedzialni.

2.”Czy jednak prosty plebiscyt, w którym przechodzą pewne stosunkowo małe, jednoroczne projekty z największą liczbą głosów to rzeczywiście budżet obywatelski?”

Nie nazwałabym małymi zadań, których koszt może dochodzić do kilku milionów złotych i nie śmiałabym nazwać tak dużego zaangażowania łodzian mianem prostego plebiscytu. Wiele miast nie wymaga od wnioskodawców szczegółowych opisów, wycen, przypominających aplikacje w konkursach grantowych. Dodatkowo, przypominam (mam nadzieję, że przeczytałeś raport, Wojtku) łodzianie często wskazywali w konsultacjach, podsumowujących pierwszy BO, że to niewielkie zadania są dla nich ważne. Czemu projekty jednoroczne? To proste – by mieszkańcy, i wnioskodawcy, i głosujący widzieli efekty swojego zaangażowania i mieli możliwość rozliczyć władze z dotrzymywania słowa o zobowiązującym wyniku głosowania.

3. „Czy proces, gdzie nie ma przestrzeni do dyskusji o najważniejszych miejskich potrzebach albo chociaż o budżetach i kształcie projektów, które zostały zgłoszone, rzeczywiście jest godny tej nazwy? […] Łódzkie ćwiczenie uczy konkurencji, a nie współpracy i wyważania potrzeb różnych grup. Nie daje przestrzeni na poprawianie projektów czy lepsze poznanie intencji wnioskodawców”

Zasady budżetu obywatelskiego były wypracowywane po raz pierwszy dla tak dużego miasta o tak słabym zainteresowaniu mieszkańców uczestnictwem w konsultacjach społecznych. Byłam zwolenniczką wprowadzenia już w pierwszej edycji spotkań dyskusyjnych nad projektami. Jednak zespół doszedł do wniosku, że trzeba to wprowadzać stopniowo, w miarę zwiększania zainteresowania spotkaniami informacyjnymi i promującymi zadania. Doświadczenie pokazało, że póki co łodzianie chętnie opracują zadanie i oddadzą głos, ale wolą zapoznać się z zadaniami w internecie, niż przyjść na spotkanie.

Nie wiedzieliśmy też, ile projektów zostanie zgłoszonych i czy wnioskodawcy będą przygotowani do publicznej prezentacji. Koszmarem wg mnie byłoby odsianie w ten sposób np. pomysłów osób starszych, osób nieprzyzwyczajonych do zabierania głosu publicznie. Wojtek ma w tym dużą wprawę i być może problemu nie dostrzega. Ciekawa jestem, jak Wojtek wyobraża sobie przymusowe ściąganie 907 takich osób i przyciągnięcie przyszłych głosujących na kilkaset dyskusji.

W obecnym roku udostępniliśmy od początku konsultacji BO i zachęcaliśmy do korzystania z forum dyskusyjnego, by dać możliwość łączenia, doskonalenia pomysłów w dyskusji z innymi łodzianami. Zainteresowanie było nikłe. Czy mamy odebrać łodzianom narzędzie decydowania o mieście z tego względu? Od momentu zgłoszenia zadań, pełne formularze są dostępne w internecie, uzupełniamy je o karty analiz i o uzasadnienia rekomendacji negatywnej. Zaplanowane są targi projektów i spotkania w dzielnicach.

4. „„Budżet partycypacyjny to tworzenie przez mieszkańców całego budżetu miasta”” – tak, w idealnej rzeczywistości, gdzie wszyscy uczestnicy procesu są doskonale przygotowani merytorycznie, otwarci na siebie wzajemnie i są gotowi poświęcić wiele prywatnego czasu na dyskusje. Do ideału trzeba dążyć, a nie wymagać skoku na główkę. Budżet obywatelski tego nas uczy – wszystkich, radnych również. Oczekiwanie, że po latach wyłącznie odhaczania ustawowo wymaganych konsultacji społecznych to wszystko potrafimy, to brak realizmu.

5. „Brak elementu dyskusji w procedurze sprawia, że o zwycięstwie będzie decydować nie głos społeczny, ale po prostu reklama. Przedsmakiem tego było zwycięstwo projektu „Łódzki Rower Miejski”, który promowała sponsorowana strona na Facebooku. Projekt systemu zbyt małego, by miał sens, takiej stopy włożonej między drzwi a futrynę, aby wymusić dalsze wydatki w kolejnych latach.” Przepraszam bardzo, od momentu upublicznienia zgłoszonych zadań każdy łodzianin miał możliwość dyskutować o tym projekcie, choćby na wspomnianym profilu, dziś toczy się publicznie dyskusja np. o woonerfach. Zarzutu o „wymuszenie” tym zadaniem wydatków w dalszych latach nie rozumiem zupełnie w obliczu zarzutu, że w BO są zadania jednoroczne.

Zarzutu o podpuszczeniu wnioskodawcy tego zadania nie potwierdza choćby fakt, że wspomniana nie była w stanie w tak krótkim czasie dostarczyć nawet części systemu. Wojtku, jeśli masz podejrzenia korupcji, zgłoś to prokuraturze.

6. „W łódzkim budżecie obywatelskim mieszane uczucia wzbudza jeszcze jedna sprawa: dosypanie pieniędzy po głosowaniu. […] Niby należałoby się cieszyć, że więcej pomysłów doczeka się realizacji. Tylko że pieniądze z budżetu obywatelskiego miały być wybierane przez mieszkańców, a nie przez polityków.”

Wojtku, chyba pomyliłeś dosypanie z sesją budżetową. Mnie także zaniepokoiło owo zwiększenie, ale przypomniałam sobie cele BO, założone przez zespół i pytania, co z zadaniami, znajdującymi się „tuż pod kreską”. Pomysły mieszkańców miały wręcz z założenia inspirować radnych i prezydenta do wprowadzania ich w życie innymi drogami i mam nadzieję, że przy dyskusji o całym budżecie Łodzi tak się stanie. Po głosowaniu otrzymywałam mnóstwo maili od łodzian z pytaniem, czemu nie można zadań o dużym poparciu i tak zrealizować. a posiedzeniu komisji pytaliśmy, jak typowano dodatkowe zadania – zarzut o wybieraniu ich przez polityków jest nietrafiony, bo kierowano się zasadami kwalifikacji, obowiązującymi w procedurze BO. Przykro czytać takie osądy.

7. Dziwi mnie zarzut, że sukces BO uderza w udział mieszkańców w konsultacjach całego budżetu, wg mnie prowadzi do zwiększenia zainteresowaniem wydatkami miasta. Zaskoczyło mnie, dlaczego zakładasz taki odrażający cel, zwłaszcza, że znasz chyba 90% osób, które ten proces zapoczątkowały i znasz ich intencje. Zwróciłam się do Biura ds. Partycypacji o dane dot. uczestnictwa.

Podsumowując – czy naprawdę uważasz, że łódzki budżet partycypacyjny to koszmar?

 

Jeśli nie jest idealnie, to jest koszmarnie – Liberte, Wojtek Makowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>