Spalmy sobie zabytki

27 maja 2012 – nadal aktualne…

Po wczorajszym efektownym grillu w elektrowni Nowej Tkalni wybrałam się tam na wycieczkę (bez kiełbasy, bo zjadłam wczoraj na działce). Od Kilińskiego widać ugięcie ściany w połowie budynku, od Milionowej 2 dogodnymi złomiarskimi wejściami pakują się na teren pogorzeliska w mojej obecności: 4 dzieci z okolicy („tam jest świetna zabawa, jest gdzie się chować i ścigać”), 2 ekologów od złomu, najwyraźniej na wizji lokalnej („co pani te zdjęcia robi, ja znam swoje prawa”), pani z jamnikiem („ale ja tu od lat na spacery chodzę”). Dzwonię do straży miejskiej, że dzieci się na pogorzelisko pakują i do centrum zarządzania kryzysowego (pierwsza reakcja, żebym się do właściciela zgłosiła, po przedstawieniu się „z funkcji” oddzwonili, że straż jedzie, popatroluje i więcej taśm powiesi w dziurach (sic!) a właściciel został powiadomiony i w ciągu 2 dni mur zostanie wzmocniony i naprawiony). SM zjawia się po 5 minutach i bierze mnie na teren, bym pokazała gdzie ci goście i gdzie był pożar.

Wszystkie otwory budynków od strony Kilińskiego ogólnodostępne jak już od Milionowej się wkradnie. Ściany w takim stanie, ze tylko czekać zawalenia. Czy mamy w Łodzi nadzór budowlany, bo nie widać?…

Natykamy się na zdenerwowanych przedstawicieli właściciela („bo piękny sufit spalili” – żeby się wreszcie dobrać do suwnicy, to moja opinia). Właściciele mnie nie przeganiają (a przecież mogliby) – jest okazja porozmawiać.  Pytam o zabezpieczenia – 3 budki, 6 ludzi, 3 psy. Ogrodzenie – na okrągło niszczą, taka okolica. Zamurować otwory? Jak i za co, skoro wokół i tak kikuty murów do wspinania i labirynty piwnic do przemykania? Wyciąć krzaki? Co to da, jak te labirynty…  Stawali do konkursu o dotacje na zabezpieczenie? Nie, bo lata temu ich wyśmiano. Interwencje policji? Tradycyjnie – nawet jak kogoś złapali to policja puszczała ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu i następnego dnia złomiarze śmiali się w twarz ochronie….dużo wzajemnego narzekania na nieskuteczność prawa…

Reasumując – trochę lepiej zrozumiałam problemy właścicieli zabytkowych fabryk, pozostawionych samych sobie, bez planu miejscowego, mamionych obietnicami, które potem życie i zmiana koncepcji władz lub przytomność umysłu konserwatora ucinają (vide wieżowce). W normalnym kraju z działającym prawem złomiarz poszedłby siedzieć za niszczenie dziedzictwa, a pani z jamnikiem nie lazłaby na prywatny teren na wysikanie psa. Można by to wszystko ogarnąć. Pytam więc – gdzie jest prawo i ochrona własności prywatnej? Ale tak na prawdę, nie na pokaz, gdy na teren wejdzie społecznik, by udokumentować niezabezpieczenie? I nie od d…  strony, gdy ministerstwo bierze stronę burzymurka, by mu za duży kawał zabytku nie kolidował z palcem na wodzie pisaną koncepcją?!

Co można i trzeba zrobić? Przyjrzeć się sprawnie działającym systemom ochrony zabytków Francji czy Niemiec. Skontaktować stanowiących prawo z tymi, którzy ponoszą konsekwencje jego bezskuteczności. Jeśli to nie ruszy sumień i nie wywoła zmian w prawie… spotkamy się na kolejnych grillach przy płonących zabytkach. MKiDN będzie Ministerstwem Wirtualnych Zabytków i Dziedzictwa Niematerialnego. Bo naszym dziedzictwem pozostanie słuchany przez Chińczyka Chopin, przepis na bigos z pseudo wędliną i znaczki tłukących się miedzy sobą klubów piłkarskich.

http://lodz.gazeta.pl/lodz/5,35153,11807098,Uniontex___zobacz_jak_wygladal_jeszcze_w_2007_roku.html?i=0

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>